• Wpisów:54
  • Średnio co: 27 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 00:06
  • Licznik odwiedzin:2 820 / 1508 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
przedwczorajszego bilansu nie pamiętam (i dobrze), wczorajszy:
Śniadanie 13:30
- owsianka i kawałek ciasta 350kcal

Obiad 17;00
- makaron z kefirem i czekoladą (nie pytajcie co to za posiłek, to jedyne co miałam w domu i byłam na wpół śnięta jak to robiłam) 250kcal

Cośtam 21;00
- Pół paczki prażynek 200kcal
- Piwo 300 kcal
- Kamikadze (przemilczę.)
- 4 Jagermeistery (przemilczę.)

Gdyby przemilczane przemilczanym pozostało, byłoby całkiem nieźle.
  • awatar Envy: makaron z kefirem i czekolada? hahah dziewczyno jestes dobra hahah
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ostatnie 2 dni byłam cały czas na imprezach. Rany, jestem na skraju wyczerpania. Właśnie zjadłam śniadanie - dwie gałki lodów w wafelku.
Kolega z klasy kręci film, taką jakby komedię, parodię "O dwóch takich co ukradli księżyc". Klimat przypomina mi dzieła Stanisława Lema. Chce, żebym w nim zagrała. Oczywiście, dostała mi się świetna rola - wyjątkowo głupiutkiej przedstawicielki policji politycznej. Będę miała scenę pocałunku z gościem, który nawet nie ma 1,7m dlatego będzie to wyglądało conajmniej śmiesznie samo z siebie, abstrahując od faktu, że jestem tym niesamowicie zażenowana.
W środę, jeśli pogoda dopisze, jadę z kilkoma osobami pod namioty nad rzekę, na dwie noce. A w ostatni weekend na festiwal rockowo-reggaeowy z najprzystojniejszym metalem (w moim wieku) na świecie.
I muszę znaleźć korepetycje z matematyki i fizyki, bo wypada zdać tą maturę.
 

 
Więc było tak. Koło 18 wróciłam do domu z basenu, wykąpałam się, ubrałam "po domu" i usiadłam przed komputerem. Sprawdziłam skrzynkę i pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to email od S. Tak, ten człowiek porozumiewa się głównie emailami. Dość niepraktyczne, ale twierdzi, że najtrudniej złamać i rozszyforwać właśnie je. Dlatego, został mu nawyk z pracy i często pisze tak też do normalnych śmiertelników.

"O 19 podjadę po Ciebie " brzmiał.

Nie powiem, zdziwiłam się, bo nie napisał nic więcej. Mimo to, nie spytałam się o co chodzi, po prostu poszłam się przygotować, by jakoś wyglądać. Gdzieśtam w głębi ufałam mu na tyle, że wiedziałam, że nie wywiezie mnie gdzieś i nie zamorduje

Kwadrans później dosłał jeszcze prośbę, bym ubrała się jak na kolację do restauracji i że nie, nie ma zamiaru mnie wrabiac w jakiś "czas we dwoje" którego sobie nie życzę. Ucieszyłam się, że zrozumiał, że nie mam ochoty z nim przebywać takich okolcznościach. Wybrałam zwykłą, czarną, dopasowaną sukienkę z rękawkiem 3/4 i czarne zamszowe sandałki na szpilce, takie, jakie można teraz znaleźć dosłownie wszędzie.

Jakieś 5 po 19 zeszłam na parking i zobaczyłam, jak stoi oparty o maskę i odpala, jak wywnioskowałam po petach, trzeciego papierosa. Poczułam to miłe coś, gdy zauważył mnie, i szczerze go przytkało na ułamek sekundy Wstał do pionu, podszedł, oczywiście całując w rękę (trochę to niehigieniczne i groteskowe, ale nie zrzędzę, jedyny facet, który tak jeszcze robi, to mój dziadek ) i zaprowadził do auta, otwierając mi drzwi i zamykając je za mną.

Gdy on również wsiadł, popatrzył się na mnie, uśmiechnął i odpalił silnik, w końcu spytałam, gdzie jedziemy. "Do restauracji. Mam ważnego klienta, a piękne kobiety odwracają uwagę od kruczków, dodają wiarygodności i ogłady". Na moment uśmiechnęłam się, ale potem lekko zbladłam i spytałam, czy istnieje jakakolwiek szansa na strzelaninę, albo chociaż bójkę z poważniejszymi obrażeniami. S. musiał chwilę pomyśleć, ale zapewnił mnie, że raczej nie.

Podjechaliśmy pod jedną z lepszych restauracji, mieliśmy zarezerwowany stolik. Siedziało już przy nim dwoje mężczyzn mających po 30 parę lat. Przywitałam się, usiadłam i zatopiłam w menu, nawet nie włączając się do ich pogawędki, dawno nie byłam tak zestresowana. Nie chcę sobie tego przypominać, ale raz ledwo uszłam z takiego "spotkania" z życiem. Zamówiłam pierś z kurczaka w sosie śmietanowym z suszonymi pomidorami (moja ulubiona!), mając nadzieję, że oderwie mnie od tego, o czym rozmawiają i o jakich kwotach.

Nie zagłębiając się, po niecałej godzinie targi zostały ubite, a ja w końcu nie czułam się jak wieszak na wzrok facetów, którzy mogli chodzić do jednej klasy z moim tatą.

Nic nie mówiąc, wsiedliśmy do auta, a S. oznajmił, jak zwykle po chwili milczenia, że ma już moje pieniądze. Pojechaliśmy do jego domu. Byłam tu dużo razy i naprawdę nie wiem, gdzie są jego rodzice, bo ani razu ich nie widziałam. Jedynie poszlaki w rodzaju szczoteczki do zębów czy aktówki.

Polecił mi rozgościć się w jadalni i zaraz przyszedł z butelką Jagermeistera. Nie mogłam się oprzeć i zgodziłam się, żeby nalał mi mojego ulubionego likieru. Zagadał mnie o pobyt w Paryżu. Opowiedziałam mu pokrótce, co tam robiłam tyle czasu, jednocześnie wypijając z nim jeszcze 4 szoty.

S. sięgnął po plik do czeków i wypisał na nim kwotę, którą był mi winien. Schowałam ją do torebki i chciałam skierować się w stronę wyjścia i zadzwonić po taksówkę. On jednak zapewnił, że za godzinę przyjedzie ich lokaj i odwiezie mnie do domu.

Zgodziłam się zostać i wyszłam do ogrodu, bo właśnie tego brakuje mi w moim mieszkaniu. Usiadłam na ławce przy oczku wodnym, trzymając w ręce butelkę Jaga i popijając co pewien czas, niczym żul, ale nie mogłam się powstrzymać.

Czułam się już nieco pijana, kiedy S. wziął ode mnie butelkę, przechylił i wypił kilka ogromnych chaustów naraz. Potem przyjrzał się etykietce i uśmiechnął, pytając, czy to wciąż mój ulubiony alkohol. Potwierdziłam. Skomplementował mój wygląd. Podziękowałam. Spytał o projektanta szpilek. Odpowiedziałam. Spytałam, co chciał ode mnie w niedzielę. Odpowiedział. Zaczęłam bawić się pierścionkiem. Powiedział, że w sumie nic się nie zmieniłam. Uśmiechnęłam się pod nosem. Przybliżył się. Popatrzyłam na niego zdezorientowana. Pocałował mnie. Oddałam. I poczułam, że muszę już iść. Wybiegłam naprzeciw lokajowi Michałowi, który już mnie znał, dlatego, kiedy powiedziałam, że się spieszę, od razu zaprowadził mnie do auta. Wyjeżdżając z dziedzińca zobaczyłam z drzwiach S. z ironicznym uśmiechem kręcącego głową. Przyciemniane szyby ukryły moją głupią minę i z mieszanymi uczuciami wróciłam do domu.

Ale teraz już nie są mieszane btw. Było to conajmniej trochę bardzo głupie. Ale nevermind. S. też się tym nie przejął, jak go znam, a znam go dobrze. Po prostu Jager no more
 

 
Bilans (borzeborze zaś tragedia)

śniadanie 10: 00
owsianka ok.300 kcal

Obiad 14: 00
McWrap Hawajski ok 500kcal

Posiłek-zjedzony-nie-wiem-po-co 19: 30
Pierś z kurczaka w sosie z suszonych pomidorów w ryżem ok. 400kcal

i znowu 1200 rany to są jakieś żarty! ;D
 

 
S. strikes again.
Właśnie wróciłam z jego włości i wszystko opiszę, tylko pójdę się umyć i takie tam pierdoły.
 

 
Ostatnio ktoś mi zarzucił, że publikuję nie swoje zdjęcia i przez to wszystko wydaje się mało prawdziwe. Zamawiając ubrania nie miałam jak wrzucić moich zdjęć, bo jeszcze ich nie miałam, a to, że nie chce pokazywać swojego mieszkania to chyba nie dziwne

W każdym razie, żeby odczynić ten urok, oto i moje własne zdjęcie moich własnych nowych butów, kupionych w sklepie, do którego w życiu bym nie weszła, ale były na wystawie i od razu wpadły mi w oko
Podróbka Valentino, więc będę czuła się nieswojo, ale szczerze - mają o wiele ładniejszy obcas

#newbabies #sorryzazadek
 

 
bilans na szybko, bo i wstyd.

Śniadanie
-owsianka na mleku

2śniadanie
- 2 gałki lodów w wafelku

Obiad
-shoarma z ryżem

Kolacja
-koktajl z połówki banana, 1/3 kefiru i kakao
-pół kawałka połówki kawałka sernika PP

jescze chyba zeżarłam jakieś dziadostwo, ale nawet nie pamiętam, mój mózg wypiera bolesne wspomnienia
  • awatar .renata.: Bilans niezły :-) Dorzuć jakieś ćwiczenia i będzie dobrze :-) Pozdrawiam
  • awatar no, thank you: tez chcialabym zeby moj mozg mial taka umiejetnosc! zamiast tego ja musze wszystko co najgorsze 100 razy przemyslec, przypomniec i ... ugh. :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przysięgam. Od 18 siedziałam z mamą, teraz sama i porządkowałyśmy mi garderobę. Porobiłam wszystkiemu zdjęcia i teraz wystawiam w internecie. Idzie mi to jak przysłowiowa krew z dupy, ale nie mam już miejsca, a w 3/4 zeczy nie chodzę.
Co nie zmienia faktu, że zaraz mnie coś trafi.
 

 
#rachelbolan *.* #skidrow
#najpiękniejszy
#rany #czemu #musi #być #z #rocznika #mojego #taty #teraz #teraz #nie #ma #już #takich #pięknych #rokstarów
 

 
Muszę posprzątać, bo przychodzi do mnie mama, ale zupełnie nie miałam siły. Zrobiłam sobie więc dwa espresso doubleshot++ (jest moc normalnego espresso, później jest doubleshot, później doubleshot+ i dopiero ta moja ). W sumie wyszło na to samo, bo teraz nie mogę się skupić na sprzątaniu, muszę skakać w rytmie death metalu. Serio, to działa jak 2-3 piwa.

Recomiendo encarecidamente!
  • awatar gabyy: ja dzisiaj tez sprztalam i szlo mi jak krew z nosa ale w koncu jjakos skonczylam uff :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ok. Nie chciałam zrobić z tego bloga o odchudzaniu, ale postaram się wrzucać co mniej więcej zjadłam w ciągu dnia, jako, że od dzisiaj wracam na dietę i takie "przyznawanie się" w internetowej społeczności do tego co zjadłam może mi pomoże.

Śniadanko 10: 00
Kefir z muesli 250kcal
Kawa zbożowa 130kcal

Obiad 13:30
Ryż w sosem i mięsem 300kcal
Sałatka, niestety z majonezem i śmietaną. 100kcal

Posiłek bez sensownej nazwy 15:30
Kefir z lodami bakaliowymi (oszukuję mózg, myśli wtedy że jem więcej lodów) ok 150kcal
6 małych wafelków ryżowych 24kcal
Pół łyżki czekolady do smarowania o obniżonej zawartości wszystkiego 15 kcal
Troszkę chipsów ;_____; 50kcal

Kolacja 18: 00
5 małych wafelków ryżowych 20kcal
Mały ogórek konserwowy 3kcal
Kilka pomidorków 15kcal
Pasztet 100 kcal

ok. 1257kcal

Jeszcze mi brakuje do kondycji żołądka sprzed kilku miesięcy, kiedy spokojnie żyłam na 800kcal, ale popracuję nad tym Rozpoczęcie roku szkolnego z 47.5 na wadze to mus!

Wymiary:
Talia 62.5
Biodra 89.5
Udo 48.5

Idę w połówki Biodra - koszmar. Nie dziwię się, że w Paryżu szłam tylko w jednym pokazie, i to po znajomości, zapuściłam się totalnie.
  • awatar gabyy: ja wole nie wiedziec ile jedzenia zjadam w ciagu dnia bo bym chyba sie przerazila chociaz powinnam :P
  • awatar .renata.: Niezły bilans, ale może być lepiej:-) Spróbuj może jakiś ćwiczeń:-) Obserwuje
  • awatar Leoncesca - para idealna: Wpadniesz do mnie na chwilę?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ostatnie dwa wpisy były inne niż pozostałe.

Moim pierwszym językiem jest hiszpański ex aequo z polskim. Polski jest jednak nieporównywalnie trudniejszy i mimo, że mieszkam tu już sześć pełnych lat i cały czas staram się ćwiczyć, dalej robię mnóstwo błędów.

Rozmawianie jest najgorsze, odmiana prawie każdego przez przypadki i milion innych rzeczy w ułamku sekundy to naprawdę duży wysiłek. Gdy coś piszę, staram się sprawdzać poprawność zdań w internecie, albo pisząc do koleżanek.

Moim największym marzeniem jest tak wyuczyć się polskiego, by móc zostać tu pisarką lub dziennikarką, nie chodzi o pracę, ale wtedy poczułabym, że dałam radę i opanowałam jeden z najtrudniejszych języków świata

Cały czas staram się ćwiczyć, opisując wszystko do okoła, od sytuacji po przedmioty. Ostatnio przerzuciłam się na wyższy poziom i staram się robić to tak, by wyglądały jak z książki. Wiem, że na pewno tak nie jest, ale La practica hace al maestro (praktyka czyni mistrza)

Long story shorter.

OPISYWANIE SYTUACJI Z ŻYCIA W TAKI SPOSÓB JEST

DZIWNE I NIENATURALNE. Wiem, ale chce wyrobić sobie umiejętność "ładnego" pisania.

PRÓBOWAŁAM PISAĆ OPOWIADANIA. Jednak nie potrafię dociągnąć jednej fabuły i nie jestem zbyt dobra w wyobrażaniu sobie sytuacji, jak miałyby wyglądać.

Dlatego próbuję opisywać własne życie, tylko w bardziej dopracowany i ułożony sposób niż mówię przez telefon czy nawet piszę, ale na przykład, na czacie.

Ten blog jest nie tylko moim pamiętnikiem, ale i ćwiczeniem, z taką myślą go założyłam.

Jeśli popełniam błędy, proszę poprawiajcie mnie. Gracias!
 

 
Przeliczyłam się. Wychodząc dziś wieczorem z kościoła, po drugiej stronie ulicy ujrzałam świetną marynarkę i znowu jego.

Próbowałam udawać, że go nie widzę, schowałam się za jakimś wysokim gościem i bokiem próbowałam zejść ze schodów i szybko wskoczyć do samochodu.

Jednak na moment popatrzyłam się w jego stronę i zobaczyłam, jak patrzy centralnie na mnie i się uśmiecha, a raczej delikatnie śmieje. Trochę zakłopotana, tym bardziej że dwumetrowy facet-kryjówka skapnął się że ktoś kuli się za jego plecami i mierzył mnie podejrzliwym wzrokiem, wyprostowałam się i lekko machnęłam na powitanie i zarazem pożegnanie S., odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę mojego samochodu.

Gdy już wsiadałam usłyszałam zaraz za plecami głos - "Pięknie wyglądasz w tej sukience". Uśmiechnęłam się na moment, ale zaraz przybrałam kamienną twarz i oznajmiłam mu, że mi się spieszy. "Oj, wciąż marnie kłamiesz" - zaczął naprawdę brzmieć jak z jakiegoś marnego filmu.
Wywróciłam oczami i spytałam czego tym razem chce. "Odwdzięczyć się za uratowanie mi życia" - zmarszczyłam brwi. "Nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie" ucięłam i zatrzasnęłam drzwi.

Zapaliłam silnik i usłyszałam jak puka w okno. Delikatnie uchyliłam je i z wyczekującą miną spojrzałam na niego. Dłuższą chwilę nic nie mówił, tylko wpatrywał mi się w oczy, a na jego twarzy znów pojawił się uśmiech.

"Chodź, chcę ci coś pokazać" - powiedział w końcu. "Nie, dzięki" odmówiłam po raz kolejny i czym prędzej odjechałam, delikatnie spoglądając w tylne lusterko i zastanawiając się, czy chciał mnie wywieźć nad rzekę i wrzucić do niej z cegłą przywiązaną do nogi czy w ślepą uliczkę, na spotkanie z jego ziomkami z gangu.
 

 
Rrrany.

Wczoraj coś mi się stało z internetem więc nie mogłam napisać.

Zaraz przed 19 wróciłam do domu i czekałam przed wejściem do apartamentowca na anonima, który koniecznie chciał mi coś przekazać.

Gdy zobaczyłam czarne bmw podjeżdżające do mnie, miałam ochotę zniknąć raz na zawsze. Znowu on - S. Wolę nazywać go tak, niż pełnym imieniem. Silnik zgasł, a gdy wyszedł ze środka, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to idealnie skrojona marynarka. Szybko oceniłam, że jej cena musiała być czterocyfrowa.

"Cześć Adriana" - powiedział spokojnym, stanowczym głosem. "Mam interes" - wyjaśnił, a ja wywróciłam oczami, czując co się święci.

Z S. mam dużo wspólnego. Kiedyś chodziliśmy ze sobą (dawno i nieprawda). To on przewodniczy grupce "dealerów" z naszej szkoły i nie raz był w tarapatach - po pomoc materialną zawsze zgłaszał się do mnie. Wciągnął mnie kiedyś w niezłe bagno i zupełnie zauroczył - jest jednym z niewielu facetów, którzy są prawdziwymi gentlemanami. Nigdy nie podniósłby ręki na kobietę, nie obraził jej słownie, zawsze wyraża się z szacunkiem i nawet swoim kolegom nie pozwala wyrażać się o dziewczynach ordynarnie. Zawsze nienagannie, z klasą ubrany, w koszulę, często marynarkę. Jego jasne blond włosy i błękitne oczy śniły mi się po nocach całe gimnazjum.

Nie widziałam go od kwietnia, ale nic się nie zmienił. Wciąż miał w sobie to coś. Ale jego towarzystwo jest naprawdę zbyt niebezpieczne.

Dwa razy znalazłam się bezpośrednio przez niego na skraju życia, a pośrednio - dobre pięć. Zbyt bardzo lubię być żywa, by znów się z nim zaprzyjaźnić.

Spytał, czy moglibyśmy wejść do środka, z kwaśną miną i mieszanymi uczuciami zgodziłam się.

Wstawiłam na stół butelkę coli pozostałej z przyjęcia, on jednak poprosił o białą herbatę.

Dobrze przewidziałam - rozchodziło się o pieniądze.

Powiedział, że tym razem jest naprawdę udupiony.

Na jutro (czyli dziś) potrzebował 15 tysięcy złotych. Nie chciał dokładnie powiedzieć co się stało, ale zdradził, że (to co zawsze) nie wyszło mu w "biznesie".

Nie mam pojęcia czemu się zgodziłam i pożyczyłam mu tyle forsy.

Miał genialne perfumy i powiedział że odda do końca miesiąca.

Chciał przytulić mnie na pożegnanie, ale kiedy niepewnie odsunęłam się, tylko pocałował mnie w rękę. Mam nadzieję, że już gościa więcej nie zobaczę.
 

 
Jestem z mamą w spa, jednak będę musiała wrócić wcześniej. Ktoś napisał mi wiadomość, żebym o 19 wyszła przed apartamentowiec, "ważne". Nie ma pojęcai o co może chodzić, ale z doświadczenia wiem, by takich rzeczy nie lekceważyć. Zostało mi więc jeszcze jakieś 1,5 h zupełnego relaksu , ale nie wiem czy uda mi się je w pełni wykorzystać, bo źle kojarzą mi się takie sytuacje. Mam nadzieję, że nie chodzi o nic poważnego.
 

 
Sweet sixteen koleżanki przebiegło już bez przeszkód. Po południu wróciłam do domu i zaczęłam przygotowywać moje mieszkanie do imprezy powitalnej mnie (#skromność). Miałam mało czasu by wszystko załatwić, dlatego nawet nic nie napisałam.

W ostatniej chwili przed pierwszymi gośćmi ubrałam się i stwierdziłam, że wyglądam paskudnie, bo ostatnio zgrubłam. Ważę pieprzone 49kg, mam prawie 89 w biodrach i nadmuchany brzuch. Czas wrócić na dietę.

Świetnie było zobaczyć moich najbliższych przyjaciół, ale i dalszych znajomych bawiących się razem u mnie w mieszkaniu, po takiej przerwie Zapasy alkoholu były na wyczerpaniu szybciej niż zwykle, na dodatek banda debili wypiła mi ukochanego Jagermeistera i później narzekali, że był niedobry, chociaż mieli też wódkę czy cóżtam chcieliby pić. Z desperacji otworzyłam Chivas Regala z jakiejś limitowanej edycji, który też po chwili się rozszedł, a pewnie niektórzy nawet nie wiedzieli co piją ;D

Ale kulturalnie, nikt nie rzygał, nie robił histerii, nie skakał z balkonu, nie sikał do jacuzzi, nie zgonował na środku podłogi Oczywiście sprzątając dzisiaj odkryłam torebki z resztkami białego proszku, ale cóż poradzę? Zresztą wiem, kogo to sprawka - zrobiłam błąd zapraszając gang dealerski z naszej szkoły. Kiedyś przyjaźniłam się z nimi, ale było to dawno i wolę o tym zapomnieć. Dziwny czas.

A dzisiaj, w bezchmurną i ciepłą piątkową noc, mam zamiar, jak widać, zostać w domu. Muszę odespać dwie imprezy i wyjazd, bo obecnie funkcjonuję tylko dzięki kawie. Mama zaprosiła mnie jutro, żebym pojechała z nią do spa, ale nie wiem, czy nie wolę po prostu spać do 16, zjeść coś i z powrotem położyć się do łóżka
  • awatar Agatsi: 49 kilo ? boooże chcialabym tyle mieć na serio :) marzenie :) zapraszam do obserwowania mojego bloga :)
  • awatar inspiracje.: 49 kilo?! Kobieto, ta waga to marzenie! Zazdroszczę ;o
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mierda, ludzie są jednak dziwni, by nie powiedzieć inaczej. Spytałam się w recepcji, czy ktoś mógłby odstawić moje auto, bo strasznie się spieszę (spóźniona pół godziny jak zwykle). Powiedziano mi, że owszem, nie ma problemu. Zostawiłam kluczyki i pobiegłam do pokoju.

15 minut później zeszłam na parter i skierowałam się do sali, w której odbywała się impreza.

Posiedziałam tam nie wiem, niecały kwadrans i jakiś mężczyzna z obsługi złapał mnie w tłumie i poprosił czy mogłabym iść z nim bo "musimy" wyjaśnić pewną rzecz. Ja byłam kompletnie zaskoczona i trochę przestraszona co się stało.

Poprowadził mnie do jakiegoś biura, wchodzę i już zupełnie zdziwiłam się - przede mną stało dwóch funkcjonariuszy policji. Od razu spytałam o co chodzi. To co powiedzieli, przekroczyło moje NAJŚMIELSZE oczekiwania.

"Mamy wątpliwości co do przynależności pojazdu, którym przyjechała pani dzisiaj do hotelu."

Oczy wyszły mi na wierzch. Policjanci niewzruszeni patrzyli na mnie, jak gdyby odbierali siedemnastoletnim dziewczynom auta codziennie, i to po kilka razy.

"Dokumenty proszę" skwitowali. "Zostawiłam w pokoju, mogę iść?" - spytałam, szczerze mówiąc myśląc, że jestem w ukrytej kamerze.

Okazało się, że musieli iść ze mną, bo bym uciekła.

Otworzyłam pokój, wpisałam kod sejfu i wyciągnęłam prawo jazdy, dokumenty pojazdu i tymczasowy dowód tożsamości.

Niby wszystko zgadzało się, ale musieli zaciągnąć mnie jeszcze na parking, by sprawdzić, cz to na pewno TEN Mercedes SLS AMG z roku blablabla i tak dalej.

Co najlepsze, okazało się, że jako, iż jeszcze nie mam 18 lat o incydencie, który polegał tylko i wyłącznie na czyjejś nadgorliwości, musieli powiadomić moich rodziców. Oby im się poprawnie naliczył roaming do RPA xD

Na szczęście było im na tyle głupio, że nie dociekali już, skąd w wieku 17 lat mam pełne b, nie b1.

A pani w recepcji, która jak się okazało ich wezwała, zrzedła mina gdy nie zakuli mnie w kajdanki tylko puścili wolno Kurde wiem, że żadna nastolatka nie może uzbiera kasy na takie auto, ale przecież istnieją rodzice, którzy mają różne zasobności kieszeni

Za to kompletnie nie chce mi się już wracać na imprezę, przeczytam coś Edgara A. Poe, zawsze poprawia mi humor i przyjdę na toast o północy. Starzeję się
 

 
Podróż przebiegła bezpiecznie, gdyby to kogoś interesowało (nope). Wciąż umiem prowadzić, a mój sls wysłany na przegląd i naprawę do jakiegoś punktu mercedesa zupełnie poza granicami działa lepiej niż kiedykolwiek, sprzęgło jak masełko

Czekam właśnie pod hotelem na koleżankę, która musiała wpisać rezerwację pokoju DLA MNIE - na siebie minęło mnie już ze 20 osób, które też się zchodzą na jej urodziny, także zapowiada się świetna impreza, może tym razem warszawa przekona mnie do siebie
 

 
Obudziłam się i z przykrością stwierdziłam, że pogoda jest strasznie deszczowa. W Paryżu ostatnio było nie lepiej, dlatego potrzebuję choć troszkę słońca, bo w ogóle nie czuję się jak na wakacjach. Westchnęłam na myśl, że czeka mnie dzisiaj podróż do Warszawy, bo nie przepadam za tym miastem. Zadzwoniłam do szofera rodziców, by przywiózł mi moje auto, które na czas nieobecności odstawiono gdzieśtam. Za jakieś pół godzinki będę musiała zacząć się pakować.
Nie wiem czy ktoś z was kąpał się kiedyś w jacuzzi w deszczu. Według mnie, jest to jedna z najbardziej relaksujących rzeczy na świecie ^^ Właśnie ona poprawiła mi dzisiaj beznadziejny humor - wyszłam na taras i usłyszałam buczące w dole pojazdy, trąbiące na siebie nawzajem. A ja, w zdejmując puchaty szlafrok, zanurzam się w gorącej, musującej wodzie ignorując miejski szum i wsłuchując się w krople wody uderzające o poręcz balkonu i szklane ściany budynku. W takich chwilach nawet dietetyczny koktajl z selera i otrębów smakuje znośnie
 

 
Na jutro potrzebowałam jednej "kreacji", na pojutrze drugiej. Dopiero wróciłam do siebie i po Paryżu nie mam ochoty na kolejne zakupy. Wszystkie pary butów, które tam kupiłam miałam na sobie po dwa razy, dlatego teraz chciałam coś nowego, jako, że są to dwie ważne okazje.
Nie chciałam też wydawać zbyt dużo pieniędzy, dlatego postawiłam na Zarę. Znajomości w inditexie sprawią, że jutro bez problemu dostanę paczkę pod drzwi
Niestety wybór w zarze tym razem kompletnie mnie zawiódł. Nie było NIC. Ale byłam zmuszona skorzystać z inditexu, dlatego poszukałam w ich innych sklepach i powiedzmy, że jestem w miarę zadowolona.


Pierwszy look wykorzystam na 16 mojej przyjaciółki, którą poznałam na kontrakcie w Guangzhou
Sukienka, mam nadzieję, że w rzeczywistości będzie układać się lepiej, jako, że modelka stoi w pozie "modelki w pracy", a nie normalnie

http://www.zara.com/pl/pl/kobieta/sukienki/sukienka-z-włókna-miedziowego-z-frędzlami-c269185p1984397.html


+ buty, kompletnie nie mogłam nic znaleźć, także zostają moje precioso campbelle, te dolne, bo z górnymi było by zbyt nie-uroczyście



dodam też jakieś kwieciste kimono, w tym stylu

by jakoś to ze sobą połączyć



Drugi, na party u mnie, z okazji nie-widzenia-mnie przez bliski miesiąc

Uwielbiam bieliźniane koszulki i głębokie wycięcia
http://www.zara.com/pl/pl/kobieta/koszule/top-z-kopertowym-dekoltem-c269186p2008071.html




z przodu spódnica z tyłu szorty, co się na tym świecie dzieje!
http://www.stradivarius.com/pl/pl/ubrania/spódnice-c1128505p4717507.html?colorId=001


+ zwykłe szpilki, 169zł, a buty z zary są w miarę dobrze wykonane, także okazja
http://www.zara.com/pl/pl/trf/buty/czółenka-na-obcasie-i-traperowej-podeszwie-c269216p1984150.html


+ zakupy niespodziewane, ale obydwie pary świetne!
http://www.zara.com/pl/pl/kobieta/buty/skórzane-wzorzyste-pantofle-na-traperowej-podeszwie-c269191p2050021.html

http://www.stradivarius.com/pl/pl/buty/buty-na-obcasie-c1046741p4331799.html?colorId=025


Ale i tak wydałam mniej niż się spodziewałam, także jestem contento
  • awatar amnezja69: Kurcze odkąd prowadzę bloga na pingerzr nikt mi nie napisał tak treściwych komentarzy ! Dzięki :)
  • awatar Vic and Clauud.: Pierwszy zestaw powinien prezentować sie genialnie.:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Znalazłam
Przepraszam za łamaną polszczyznę, ale nie jest to do końca mój pierwszy język, ale staram się ćwiczyć

Po wejściu, pierwsze co rzuca się w oczy to panorama miasta doskonale widoczna przez przeszkloną ścianę na przeciwko, długości prawie 15 metrów. Gdy zatrzyma się w połowie drogi między nią, a drzwiami wejściowymi i obróci głowę w lewo, widać czarną kuchnię z wysokim połyskiem i takie same kafelki. Natomiast po prawej znajdują się dwie skórzane sofy ustawione w kształcie litery L tak, że obydwie stoją przodami do ścian zbudowanych jedynie z okien. Stoi tam też plazmowy telewizor, którego i tak nie używam. Między ścianą w kuchni a przeszkloną znajduje się przejście prowadzące do sypialni, na środku której stoi ogromne, miękkie łóżko. Tu też dwie ściany są przeszklone. W ich kącie znajduje się biurko, na którym trzymam komputer i przy którym się uczę. Są tu też drzwi prowadzące do mojego ulubionego pomieszczenia - garderoby. Jedna cała ściana, mająca około cztery metry jest zabudowana białym regałem (jak te z ikea, kurcze, opisów nie umiem w ogóle pisać), daje to wspaniałą możliwość ekspozycji butów i torebek, których posiadam na pęczki. Pozostałe ściany mają dwa rządy stalowych rurek, na których wieszam wszystkie ubrania (musiałam zwiedzić kilka marketów by dostać 2000 takich samych wieszków ) . Drzwi na dokładnie przeciwnej ścianie prowadzą do łazienki, która jest urządzona w czarno-złotej tonacji. tu również znajdują się kolejne drzwi, dzięki którym przenosimy się z powrotem do przedpokoju mieszkania.

Już teraz, czytając ten opis widzę jaki jest koślawy, chociaż pisałam bodajże w kwietniu. Ostatnio bardzo przyłożyłam się do języka, gdyż chcę dobrze zdać maturę z polskiego.
Teraz biegnę na crossfit, a później będę musiała zająć się szukaniem kreacji na sweet sixteen koleżanki i party z okazji mojego powrotu ^^
Hasta la vista!
 

 
Ledwie przekroczyłam próg swojego mieszkania i już ogarnął mnie strach przed zanudzeniem się na śmierć. Mieszkam sama. Mam 17 lat i kochających się rodziców, co prawda cały czas w rozjazdach, ale zawsze lubiłam być samodzielna. Dostałam je od nich na ostatnie urodziny. Mieszkają jakieś 20 minut spacerem, dlatego zawsze mogę przyjść i porozmawiać, chociażby z gospodynią.
Jestem dumna z tego, jak świetnie udało mi się je urządzić. Wszystkie ściany są białe, doskonale współgrają z niby podniszczonymi deskami parkietu w salonie i sypialni oraz czarną lśniącą podłogą w kuchni. Jedynym ciemnym pokojem jest łazienka, która cała jest wyściełana czarnymi płytkami i złotą mozaiką. Biały, puchaty dywan, jako, że czyścić ich nienawidzę znajduje się tylko w garderobie. Mieszkanie znajduje się na przedostatnim piętrze wieżowca, dlatego codziennie mam piękny widok na naszą polską metropolię. Zdjęć nie chcę umieszczać, bo łatwo byłoby odgadnąć gdzie pomieszkuję. Uwielbiam jednak stanąć wieczorem z piwem w ręce i przez przeszklone ściany obserwować światła pulsującego miasta. Wygląda to MNIEJ WIĘCEJ tak. Z tą różnicą, że sufit mam wyżej.

Drugim moim skarbem jest sypialnia. Ogromne małżeńskie łoże, którego nie muszę z nikim dzielić, ustawione na samym środku i przodem jednej z trzech przeszklonych ścian. Pomieszkuję tu już ponad 8 miesięcy, a widok po otworzeniu oczu dalej zapiera mi dech w piersiach. Znów - wygląd mniej-więcej, gdyż nie chcę zboczeńców odwiedzających mnie w domu.


*Jest to zdecydowanie najlepszy prezent jaki dostałam.*

Wciąż ćwiczę polski, jako, że nie jest moim pierwszym językiem. Ćwiczyłam go ostatnio opisując mieszkanie, także, jeśli gdzieś to znajdę, wkleję, by dać szersze pojęcie o tym, jak wygląda moje gniazdko, stacja najlepszych imprez w szkole jak i najcichszych wieczorów przy dietetycznym kakao i książce.
  • awatar Adriana R: Wiem, ale to dosyć popularne miejsce w okolicy i dużo osób wiedziałoby gdzie mieszkam... a tego chce uniknąć, wole pozostać anonimowa, bo z takim założeniem zaczęłam tego bloga ;)
  • awatar Gość: Szkoda że nie masz własnych fotek przez to mało prawdziwe są wpisy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mam 17 lat, urodzona w grudniu, za miesiąc klasa maturalna.
Mat-fiz w prywatnym liceum.
Muzyka z '80.
Córka hiszpana i rodowitej polki. Dlatego moja skóra ma tendencje to bycia trupiobladą w zimie i typowo kalifornijską w lecie.
Często podróżuję z mamą, która pracuje przy pokazach mody. Sama też czasem w nich występuję.
172cm.
Oryginalnie brązowe włosy. Obecnie blond.
Zielone oczy.
Biegle hiszpański, włoski, francuski, angielski, polski.
Me llamo Adriana. Mucho gusto.
  • awatar Un'Altra Vita: Jak się zna jeden język romański np. włoski to nauka hiszpańskiego lub francuskiego przychodzi dużo łatwiej. Gramatyka włoska jest prawie identyczna z hiszpańską:) I gratuluję znajomości tylu języków :)
  • awatar Ineskai: Gdzie Ty się nauczyłaś tylu języków? :O Ja dwóch obcych nie mogę ogarnąć a co mówić o czterech xd
  • awatar amnezja69: Pokaż się :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Właśnie wróciłam z Paryża. Obecnie jestem calutki tydzień w domu, dlatego, by nudzić się mniej niż bardzo zakładam bloga. Gdy byłam mniejsza, miałam ich na pęczki. Zobaczymy, czy teraz też będę potrafiła go poprowadzić. Comenzo.