• Wpisów: 54
  • Średnio co: 28 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 00:06
  • Licznik odwiedzin: 2 919 / 1570 dni
 
adrianar96
 
Adriana R: Rany, jak dawno nie paliłam papierosów. Wiem, że to paskudne i dziewczyny nie powinny śmierdzieć, ale ja uwielbiam ten zapach tytoniu. Ogólnie staram się palić, gdy nikt mnie nie widzi/nie może wyczuć, bo czasem przeszkadza mi to, szczególnie u mojej płci, ale czasem po prostu zupełnie mnie to nie obchodzi.

Kupiłam dzisiaj paczkę w sklepie niedaleko ode mnie, i gdy szłam do domu, odpalając jednego, oczywiście, znikąd zjawił się S.

Zatrzymał się swoim autem i otworzył mi drzwi, żebym wsiadła. Wsiadłam, uśmiechnął się, też odpalił papierosa, podziękowałam za hand sanitizery, uśmiechnął się sam do siebie. Kawałek jechaliśmy w ciszy, obsypując tylko popiół do popielniczki. Zjechał z drogi szybkiego ruchu i zatrzymał się na stacji benzynowej, by zatankować.

Nie wiem na czym polega nasza znajomość, z nikim innym tak nie mam, że po prostu spotyka mnie, wsiadam mu do auta i jedziemy gdzieś, nawet nie pytam gdzie, nie rozmawiamy.

Wrócił, odjechaliśmy dalej, odpaliłam drugiego i oparłam głowę na drzwiach. "Od kiedy palisz Marlboro?" spytał. Odpowiedziałam, że to było najlepsze co mieli w sklepie. Znowu zaśmiał się sam do siebie i powiedział, żebym otworzyła schowek. Miał w nim bletki z filtrem i tytoń Gawitha Hoggartha. "Gdzieś obok jest smakowy, nieotwarty, możesz sobie wziąć". Rzeczywiście, obok leżała paczuszka smakowego czekoladowego. Gdy otworzyłam, poczułam mocny zapach czekolady. Zgasiłam marlboro i zajęłam się skręcaniem. Tymczasem S. wyjechał na jakieś wzgórze i zatrzymał się na samym skraju. Wysiadł i usiadł na masce. Za chwilę do niego dołączyłam i odpaliłam czekoladowe dziadostwo. Był to ewidentnie najpyszniejszy papieros w moim życiu. Może pomoże mi w diecie xD
"W tym roku matura" - zagaił i sam do siebie się zaśmiał (jak to ma w zwyczaju), a mnie przeszły po plecach ciarki. Przez chwilę rozmawialiśmy o tym, zazdrościłam mu, bo mimo, że w szkole zjawia się raz na jakiś czas, to jest tym człowiekiem, który zawsze wszystko umie i ze wszystkiego umie wyjść obronną ręką. + jest dealerem naszego gościa od fizyki, dlatego zawsze ma szóstkę. Ja też, ale ja po prostu się uczę. Rany, to zabrzmiało jak jakaś ultrapatologiczna szkoła xD

Siedzieliśmy tak dwie godziny, z czego połowę paliliśmy czekoladowy tytoń. Po studencku. Ale do niczego nie doszło, pilnowałam się. Jutro może być gorzej, bo idziemy na tą samą 18, mojej najlepszej przyjaciółki z gimnazjum. Ostatnio cały czas ją spotykam i kupiłam jej tyle super prezentów, że chyba się popłacze :D

Robi imprezę w najbardziej burżujskim miejscu w całym mieście, i trochę mi głupio, ale kupiłam sobie skórzaną spódnicę ołówkową, jako, że muszę wyglądać najlepiej na świecie, bo będzie tam kilka wyjątkowo wstrętnych osób. Wczoraj skapnęłam się, że solenizantka jest obrończynią zwierząt i chyba by umarła jakbym jej tam przyszła w kiecce ze skóry, dlatego szukałam odpowiednika w ekoskórze. Projektanci żadni nie mieli w ofercie niczego sztucznego, dlatego byłam zmuszona kupic jakieś 10x tańszą spódnicę w Reserved i jestem ultrawkurzona, ale dam radę :D Następnego dnia czeka mnie trip na ten festiwal, szczęście, że autobusem, ale i tak sobie nie wyobrażam jak będę wyglądać :D Borze, ubaw.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego